"Jestem modelką..." - rozmowa z Kasią Garbień

Marysia Ziembla

Czy zawód modelki to sama przyjemność? Czy, aby nią zostać, wystarczy wyłącznie piękno zewnętrzne? A może coś jeszcze?...

Na te oraz inne pytania odpowie nam Kasia Garbień - modelka, która spędziła wakacje w Japonii, chodząc po wybiegach i biorąc udział w wielu sesjach zdjęciowych. Oprócz tego dowiecie się o jej pierwszych krokach w modelingu, przygodach z nim związanych oraz o planach na przyszłość, które niekoniecznie wiążą się z modą...

Sułkowice.info: Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z modelingiem? Jakie były jej początki? Czy o tym, że zostaniesz modelką, zdecydował przypadek czy może chęć realizacji marzeń?

Kasia Garbień: Modelką jestem już jakiś rok czasu. Początek wspominam sympatycznie, z przymrużeniem oka. Pierwsze spotkanie z moją agencją miało miejsce w Krakowie. Jakie były początki? No więc, zaczęło się od wysłania zgłoszenia przez mojego znajomego, bez mojej wiedzy właściwie. Poinformował mnie dopiero o spotkaniu. Trzeba było iść, tak? Czy była to realizacja marzeń... właściwie nie marzyłam, żeby zostać modelką.

S.i.:Jak wyglądała Twoja pierwsza sesja zdjęciowa?

K.G.: Miała miejsce w Krakowie. W agencji Rolers Models. Próbna sesja, która jest robiona każdej z początkujących modelek. Sesja z fotografem Joanną Kustrą, na Kazimierzu. Sympatycznie, miło, w słoneczny dzień. Wspominam ją bardzo, bardzo miło. Jak na początek, to byłam w sumie szczęśliwa.

S.i.: Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w pracy przed aparatem? A co najprzyjemniejsze?

K.G: Najtrudniejsze jest zachowanie powagi. Zdecydowanie zachowanie powagi. Gdy fotograf próbuje powiedzieć coś po angielsku, nie wychodzi mu, stara się przekazać jakieś zadania, które trudno spełnić. Tak jak wyobrażenie sobie otwartego okna, powiewu wiatru na twarzy. A tu reflektory, które Cię oślepiają. Albo gdy się jest zmęczonym po całym dniu pracy, a tu trzeba być rozmarzonym, uśmiechniętym, szczęśliwym. Rozpraszają też niewygodne ubrania, które gdzieś się tam wrzynają, które są za małe lub spadają, a tu trzeba zachować powagę. Gdy się jest modelką, trzeba też umieć grać, to jest również ważne, ale i trudne. Do określonego stroju fotograf wymaga czegoś konkretnego. Kiedyś miałam bardzo kolorowy strój, z falbankami i fotograf chciał, żebym była poważna i smutna. To było trudne, zważywszy, że miałam na sobie kolorowe ubranie.

S.i.: Jak wyglądał Twój pierwszy „służbowy” wyjazd za granicę.

K.G.: Byłam bardzo zmęczona, więc moje pierwsze wrażenie pamiętam tak średnio. Właściwie całą noc leciałam. Na miejscu powitali mnie bardzo, bardzo fajni ludzie, którzy od progu zaczęli się do mnie uśmiechać, witać, przedstawiać się, wypytywać. Zrobili na mnie na prawdę miłe wrażenie. Później pojechałam do mieszkania. A tam spokój, cisza, chwila relaksu. I nowy dzień. Znowu tysiące ludzi, których się poznaje, tysiące modelek. I właśnie te pytania skierowane do mnie. Skąd jestem? Jak długo jestem modelką? Pokazywanie mojej pierwszej książki. Zwiedzanie zabytków. Zobaczenie np. tego największego przejścia dla pieszych na świecie. I tysiące ludzi, którzy w jednej minucie przechodzą z każdej strony, przez te pasy, super uczucie.

S.i.: Jak wygląda dzień modelki za granicą?

K.G.: Dzień w Japonii zaczynał się z reguły od telefonu. Czasami było to wieczorem. Poinformowanie mnie, o której mam pierwszy casting i gdzie jest spotkanie. Tam odbierano mnie samochodem. I jeżdżenie z jednego końca miasta na drugi, na castingi. I noszenie z sobą ubrań, bikini w torebce, butów na obcasie, jakichś sandałów, czasem jeansów. To była męcząca praca, ale spotkałam fajnych ludzi. Ogólnie panowała dobra atmosfera, więc miło spędzałam dni.

S.i.: A wieczory?

K.G.: A wieczory to w zależności od tego kiedy kończy się pracę. Jeśli castingi kończyły się w sumie wcześnie, to najpierw szłyśmy do klubu Lex na kolację. Wracałyśmy do mieszkania, coś robiłyśmy, sprzątałyśmy, szłyśmy gdzieś coś zwiedzać, wracałyśmy znów do Lex'a, chwila zabawy i z powrotem. I dzień od początku.

S.i.: Czy coś się zmieniło po powrocie? Czy zaczęto Cię jakoś inaczej odbierać?

K.G.: Zmienić? Nie, zmieniło się nic. Ale po powrocie zadawano mi mnóstwo pytań. I ciągle te same historie powtarzane w kółko i w kółko do każdego z osobna. Jak było? Co robiłam? Ile tam byłam? Kogo poznałam? Czy mam kontakt z ludźmi? Czy byli mili? Czy mi się podobało? Czy chciałam wracać? Non stop te same pytania. I pokazywanie zdjęć. Tak. Przywożenie ich do szkoły. Co dwa dni żeby pokazać temu nauczycielowi i temu. I ktoś tam też chciał zobaczyć zdjęcia. Ale nie zmieniło się nic... tak mi się wydaje.

S.i.: A znajomi? Jak Cię teraz odbierają?

K.G.: W tej kwestii też się nic nie zmieniło. Traktują mnie normalnie, bo ja się nie zmieniłam. To był miesięczny wyjazd, trochę wakacje. Ludzie też byli w różnych miejscach za granicą. Także tak to było traktowane. Jako wyjazd, jak wakacje.

S.i.: Czym jest dla Ciebie zawód modelki? Czy jest dla Ciebie przygodą? Czy może czymś więcej?

K.G.: Przygoda i szansa na udane, miłe wakacje w egzotycznych miejscach, na które sama nie pojechałabym nigdy. Nie wyobrażam sobie, żebym miała zaplanować wyjazd do Japonii. Zwłaszcza teraz, kiedy się uczę. Jest to więc szansa na spędzenie wakacji gdzieś, gdzie mogłabym nigdy się nie wybrać.

S.i.: Czy praca modelki nie koliduje z Twoimi zajęciami? Jak udaje Ci się pogodzić szkołę i pracę?

K.G.: Wyjechałam w wakacje, więc nie miałam z tym problemu. Czasami wyjeżdżam do Warszawy właśnie w roku szkolnym, ale to jest jeden dzień, góra dwa. W razie wyjazdu była możliwość skrócenia roku szkolnego, aczkolwiek wyjazd się trochę przesunął w czasie, tak że udało mi się tego uniknąć. No i teraz też czekam do końca roku szkolnego, do matury i wtedy zobaczę, co dalej.

S.i.: Co uważasz za swoje dotychczasowe największe osiągnięcie w modelingu?

K.G.: Największe osiągnięcie? Wyjazd do Japonii, zdecydowanie. To takie najfajniejsze i najmilsze wspomnienie.

S.i.: Jakie cechy według Ciebie powinna posiadać modelka, by się wybić?

K.G.: Opanowanie, wyobraźnia, sprawność fizyczna też jest ważna. To jest męczący zawód. Czasami przyjemny, czasami lekki, ale też wyczerpujący. No i cechy, których nie ma nikt inny, niepowtarzalne, które wyróżniają.

S.i.: Pewność siebie?

K.G.: Pewność siebie też.

S.i.: Jakie są Twoje konkretne plany na przyszłość? Czy są one związane z pozowaniem?

K.G.: Nie są. Myślę nad wakacjami. Czy uda mi się gdzieś wyjechać. Aczkolwiek myślę raczej nad studiami, nad politologią. Tak, że z modelingiem to ma mało wspólnego.

S.i.: Jak spędzasz wolny czas?

K.G.: Mam mało wolnego czasu. Biegam, chodzę na basen. To głównie. No i szkoła, przyjaciele. Czasami jakieś kino, wypady.

S.i.: Pozwól, że porozmawiamy chwilę o naszym mieście. Czy w jakiś inny sposób niż przez miejsce zamieszkania jesteś z nim związana?

K.G.: Nie bardzo związana. To kwestia tego, co miasto jest mi w stanie zaproponować. Czas wolny, jeśli się da, to spędzam czynnie. Chodzę do szkoły w Myślenicach. Tak, że w Sułkowicach spędzam dość mało czasu.

S.i.: Gdybyś mogła, to co byś w Sułkowicach zmieniła? A co Ci się w nich najbardziej podoba?

K.G.: To trudne pytanie. Myślę, że byłyby to zmiany związane z zakresem rzeczy, które można by było robić po szkole, w czasie wolnym. Zajęcia dodatkowe nie są jakimś super pomysłem na spędzenie wolnego czasu dla ludzi, którzy zmierzają do końca szkoły, studiują i z reguły wyjeżdżają z Sułkowic.

S.i.: Twoim zdaniem, co by się przydało?

K.G.: Ja bym postawiła na rozwój miejsc, gdzie mogłaby się spotkać młodzież. Ale w jakichś przystępnych godzinach. Niezbyt późnym wieczorem i nie wcześnie po południu. No i też dostępność tych miejsc. I zakres usług, które proponują. 

S.i.: Basen?

K.G.: Bardzo chętnie. Na basen jeżdżę do Myślenic. Siłownia... też bym była zadowolona.

S.i.: Dziękuję bardzo za rozmowę

K.G.: Nie ma za co, dzięki.

Zobacz galerię >>

 

 

 

 

 

Fri, 12/12/2008 - 09:53